książki bez treści dla dzieci

Książki bez treści czyli sposób na niektóre maluchy

Jakkolwiek dziwnie to zabrzmi, mój młodszy syn jest absolutnym fanem – jak to ja nazywam – „książek bez treści”  . Odkąd zaczęliśmy czytać mu książeczki, a było to już we wczesnym niemowlęctwie, nie przejawiał najmniejszego zainteresowania treścią, ani nie wyciszał się w trakcie, ani nie skupiał dłużej uwagi na prezentowanych mu stronach (gdy miał już kilka miesięcy).

W przeciwieństwie do swojego starszego brata, który wszelkie książki uwielbia i pochłania (za pomocą naszych ust) w ilościach naprawdę sporych,  ponad półtoraroczny Berbeć preferuje zdecydowanie aktywności ruchowe, a czytane książeczki zwyczajnie go nudzą – przerzuca strony uniemożliwiając skutecznie zapoznanie się z tekstem, a potem odrzuca w kąt całą książkę i idzie jeździć na hulajnodze lub wspinać się po schodach. Niestety przedkłada się to na rozwój jego mowy – mówi słabiej niż brat będący miłośnikiem książek. Ale za to jest bardziej sprawny motorycznie. Coś za coś i wiadomo, że każde dziecko rozwija się we własnym tempie.

Nie mniej, mam wrażenie, że jednak mniejsza ekspozycja na literaturę ma wpływ na uboższe słownictwo. Świadoma tych zależności spróbowałam sięgnąć po książki z dużą ilością obiektów na stronie, ale bez treści do czytania. I to był strzał w dziesiątkę! Syn spędza długie minuty (mówimy o niespełna dwulatku, więc to dobry czas  ) na przeglądaniu owych pozycji, po które sam z siebie zresztą sięga. I zachęca brata, tatę lub mnie do nazywania bądź sam wskazuje ulubione przedmioty i nazywa je pełnym słowem, wyrażeniem dźwiękonaśladowczym lub pierwszą sylabą w zależności od możliwości   Przekonałam się, że takie książki to naprawdę fajny i wartościowy sposób na wspólne spędzanie czasu. Albo opisujemy co się dzieje na obrazku, albo bawimy się w „pokaż, gdzie jest…” lub „co robi…”. Syn również testuje moją wiedzę o świecie i każe nazywać poszczególne obiekty, które go zainteresują.

Poniżej umieściłam listę z krótkim opisem książek, które są aktualnie u nas na topie. Polecam wszystkim małym fanom literatury bez treści  . A i kolejność przypadkowa, u nas zależy to od humoru i tego, co akurat leży na wierzchu:

 

1.”Rok w lesie” Emilia Dziubak, wyd. Nasza Księgarnia

rok w lesie ksiazkaRewelacyjna pozycja i chyba najlepsza z całej serii „Rok w …”. Mali miłośnicy przyrody i zwierząt powinni być ukontentowani, a rodzice, który niekoniecznie mają wykształcenie kierunkowe mogą dowiedzieć się ciekawych rzeczy na temat praw rządzących życiem w lesie. Po tytule możemy wywnioskować, że w środku znajdziemy wszystkie miesiące roku przedstawiające faunę i florę lasu adekwatnie do aktualnej pory roku. W opisie znajdziemy informację, że „każdy miesiąc to ten sam szczegółowo rozrysowany kadr lasu z mieszkańcami pokazanymi w innych sytuacjach, warunkach pogodowych, w innej porze dnia lub nocy”. Atrakcyjność książki podnosi rozkładówka przedstawiająca bohaterów w niej występujących – innymi słowy nie musimy domyślać się jakie zwierzęta, ptaki lub owady pojawiają się na poszczególnych stronach i możemy śmiało je nazywać.  Poziom szczegółowości obrazków jest naprawdę spory – zaznaczone są mszyce lub kowale i stonogi. Mój niemówiący dwudziestomiesięczny synek z zapałem opowiada (posiłkując się gestami  ) całej rodzinie jak to wilk goni sarnę. Naprawdę jest to świetna i pięknie ilustrowana książka. I coraz bardziej przekonuję się, że książki bez treści również mogą pięknie rozwijać i kształtować mowę, a dodatkowo percepcję wzrokową, koncentrację i spostrzegawczość.

 

2. „AUTA” Stephan Lomp, wyd. BABARYBA

Coś dla fanów motoryzacji. Mój syn aktualnie mocno siedzi w temacie pojazdów budowlanych, więc nie możemy przewrócić strony przez wskazaniem i NAZWANIEM każdej koparki, spychacza, betoniarki, śmieciarki, wywrotki czy walca znajdującego się na niej. Plusem tej książki jest jej wielkość – jest duża i kartonowa, dzięki czemu nie ulegnie zniszczeniu w małych łapkach, a jednocześnie strony są dość cienkie, więc z powodzeniem mogę spakować tę pozycję do torby z akcesoriami dziecięcymi, gdy wybieramy się w podróż samochodem. I wtedy książka umila jazdę. To kolejna książka bez treści, która aktywnie angażuje małego słuchacza. Serio, mój syn może siedzieć nad nią kilkanaście minut i kontemplować obrazki   Na tylnej okładce znajdziemy opis bajkowych bohaterów o zabawnych imionach wraz z krótkim opisem ulubionych aktywności. Dzięki temu możemy swobodnie dopowiadać historię i tworzyć opowiadania na podstawie obrazków na poszczególnych stronach. To jest typ książki, którą moi synowie czytają wspólnie- starszy opowiada młodszemu co się dzieje na danej stronie a młodszy pokazuje paluszkiem opisywane elementy. Super sprawa!

auta ksiazka

 

3. „POCIĄGI” Stephan Lomp, wyd. BABARYBA

To kolejna, obok wyżej wspomnianych „AUT” pozycja z serii o bohaterach miasteczka Sprężyna Zdrój. Tym razem dzieci mogą poznać wszelkiej maści pojazdy szynowe typu kolejka podmiejska, pednolino, szynobus, lokomotywa, metro, pociąg towarowy bądź tramwaj. A akcja historii osadzona jest głownie na dworcach bądź w środku wspomnianych pojazdów. Starsze dzieci z pewnością, po wnikliwym zapoznaniu się z obrazkami, znajdą zabawne elementy i sytuacje na nich przedstawione (np. rozlana różowa farba), a młodsze mogą wyszukiwać ulubionych bohaterów, którzy przewijają się przez wszystkie strony.

 

4. „ROBOTY” Paweł Kłudkiewicz, wyd. BABARYBA

Zabawne roboty wylądowały na ziemi. Na pierwszy rzut oka wydają się być podobne do siebie, ale po bliższym rozeznaniu szybko zauważymy różnice. Robotowi bohaterowie są również przedstawieni wraz z krótką informacją o ich ulubionych aktywnościach na tylnej okładce książki. Każda rozkładówka to inne miejsce pobytu robotów, tym samym najpierw poznają planetę, potem zwiedzają niebo i chmury wraz z balonem i sterowcem, następnie dno oceanu, plażę, trawnik z placem zabaw, fabrykę lub laboratorium oraz dyskotekę. A wszędzie robią niemałe zamieszanie, kombinują, poznają i dobrze się bawią. Po tę książkę równie chętnie sięga mój starszy syn, gdyż on rozumie już więcej niuansów i śmieszą go zabawne perypetia robotów.

 

5. „Jedziemy NA WYCIECZKĘ” Peter Knorr, wyd. BABARYBA

Kolejna fajna pozycja, tym razem z realistycznymi obrazkami zaczerpniętymi ze wsi. Dużo zwierząt, naturalna sceneria pól, lasów, zwierzęcych zagród, łąk i rzek – a wszędzie duuużo się dzieje. Możemy ćwiczyć z dzieckiem opisywanie obrazka, ,,budować” jego słownictwo nazywając znane i nieznane elementy. Do tego możemy szukać zależności przyczynowo-skutkowych (dlaczego dziecko ma umorusaną buzię, skąd się wzięła piłka z zagrodzie koni lub jak powstają podkowy). Znajdzie się nawet koparka (tak, jak pisałam, mój młodszy synek ma ustawiony radar na pojazdy budowlane),  foodtruck, traktor z przyczepką z sianem, a nawet przyczepki do przewożenia koni (nie wiem jak się fachowo nazywają). Każdy znajdzie coś dla siebie   Oczywiście taki bogaty materiał nadaje się również świetnie do ćwiczenia spostrzegawczości dzieci w każdym wieku. Plus przedstawia życie na wsi, więc możemy rozmawiać z nimi o hodowli zwierząt lub pewnych prawach rządzących światem.

 

6. „Lato na ulicy Czereśniowej” i „Zima na ulicy Czereśniowej” Rotraut Susanne Berner, Wyd. Dwie Siostry

lato na ulicy czereśniowej

Cała seria pór roku na ulicy Czereśniowej bazuje na podobnych zasadach, więc te dwie, które mamy, postanowiłam pokrótce opisać w jednym punkcie. Zacznę od tego, że sama bardzo je lubię, ale cieszę się, że mamy jednak bardziej urozmaiconą biblioteczkę książek bez treści, bo jednak już mi się trochę przejadły Choć książki są naprawdę fajnie pomyślane – w poszczególnych pozycjach możemy przyglądać się perypetiom mieszkańców tętniącej życiem ulicy Czereśniowej w różnych porach roku. Bowiem co innego dzieje się u nich latem, a co innego zimą   I żeby było ciekawiej – książki przedstawiają rozkładówki z tymi samymi miejscami, w każdej zaczynamy np. od przekroju domu wielorodzinnego/bloku, a kończymy na parku. Miejsce to samo, ale przyroda już przedstawia się zupełnie inaczej, bo adekwatnie do pory roku, a i mieszkańcy też, jak to w życiu bywa, załatwiają różne sprawunki.

Atrakcyjność tych książek podnosi fakt, że przedstawiają realne życie, tutaj pan uprawia jogging, tutaj chłopiec wyprowadza psa, a tu dziewczynka wypuszcza z rąk balon z helem, komuś ucieka kot, a panu wycieka lód z rożka   Nawet jeżeli ktoś nie lubi opowiadać z głowy historii, ulica Czereśniowa sama je wykreuje. Możemy nazywać z dzieckiem poszczególne przedmiotu lub właśnie nazywać czynności i opisywać co się dzieje na kolejnych stronach. Barwne i ciepłe ilustracje również zachęcają do sięgania po książki z tej serii.

 

7. „MÓJ NAJLEPSZY ELEMENTARZ” Richard Scary, wyd. BABARYBA

To już jest książka, w której pojawia się trochę treści (głownie podpisy wyizolowanych obrazków), ale z powodzeniem możemy je pominąć   i skupić się na nazywaniu poszczególnych elementów przedstawionych na stronach. I jest to o tyle fajna pozycja, że pokazuje zarówno sceny z życia dziecka, jak i różne miejsca typu lotnisko, gospodarstwo wiejskie, sklep, budowa, miasto itd. I tak oglądamy misia podczas porannej toalety, świnki w kuchni lub podczas obiadu oraz zwierzątka podczas różnych aktywności. Jest t świetna książka do poszerzania słownika dziecka dzięki przedstawieniu ich w usystematyzowanych działach – części ciała, pory roku, narzędzia, zwierzęta, kształty, zawody oraz wspomniane środowiska i miejsca. A wszystko w przyjemnej i przejrzystej oprawie graficznej. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że elementarz ten przypomina taki słownik dla dzieci w języku polskim.

 

8. „TYDZIEŃ NA BUDOWIE” tekst: Jean Reidy, ilustracje: Leo Timmers, wyd. BABARYBA

W tej książce obrazki przeważają nad treścią, ale my nią za bardzo nie przejmujemy Na każdej stronie znajdują się maszyny budowlane (huraaa!) i zwierzęta je obsługujące – mysz, słoń, żyrafa („fa-fa”), krokodyl i goryl. Na rozkładówkach przedstawione są poszczególne dni tygodnia i stan robót na placu budowy, gdyż zwierzęta budują…plac zabaw. Wprowadzamy więc bardzo luźno koncepcję dni tygodnia, nazywamy poszczególne wykonywane prace i elementy konstrukcji z placu oraz podkreślamy jak niezbędna jest współpraca zwierząt, by w ogóle całe przedsięwzięcie mogło się udać.

 

9. „KTO PROWADZI” Leo Timmers, wyd. BABARYBA

I ponownie coś dla fanów motoryzacji i pojazdów wszelakich – musicie mi wybaczyć to zboczenie, ale ta tematyka, obok zwierzątek, naprawdę najbardziej i najdłużej zajmuje mojego małego szkraba. A w tej książce mamy zarówno jedno jak i drugie   Tu też jest trochę treści, ale bardziej w formie podpowiedzi dla rodzica. I tak po jednej stronie mamy kilkoro zwierząt w różnych strojach, a po drugiej pojazd. I dziecko – na podstawie stroju – ma wywnioskować, kto prowadzi dany pojazd. Na kolejnej stronie mamy prawidłową odpowiedź z wyrażeniami dźwiękonaśladowczymi   Do tego wszystko zapisane jest po polsku i po angielsku, jeżeli ktoś chciałby, by jego dziecko już od małego osłuchiwało się z językiem obcym. Naprawdę fajna książka, możemy ćwiczyć z dziećmi zarówno koncentrację, jak i spostrzegawczość.

 

10. „NA PLACU BUDOWY. Zawody, maszyny i pojazdy”, Peter Knorr & Doro Gobel, wyd. BABARYBA

Kolejny hit, zwłaszcza dla malych dzieci zainteresowanych koparkami, wywrotkami, dźwigami czy betoniarkami.  Atrakcyjność książki podnosi fakt, że na każdej rozkładówce pokazane są kolejne etapu budowy jednego bloku od wyburzenia starej rudery do stworzenia klimatycznego budynku z biblioteką i dobrze prosperującą kawiarnią z placem zabaw obok. Możemy więc porozmawiać z dzieckiem o tym, jak powstaje budynek, jakie pojazdy i maszyny w tym uczestniczą oraz jakie pełnią funkcje. Potem obserwujemy jak poszczególne mieszkania są wykańczane i urządzane przez fachowców (hydraulik, elektryk, glazurnik, malarz, tynkarz itd.). To też stanowi świetny pretekst do omówienia różnych zawodów i kolejnych kroków przy wykańczaniu mieszkania. 

A wokół budowy toczy się normalne życie wielu osób, które podglądamy na kolejnych stronach książki. Na tylnej okładce poznajemy imiona poszczególnych bohaterów i możemy swobodnie tworzyć opowieści i snuć historie o ich życiu. Podpowiem Wam, że niektóre postaci występują też w wyżej wymienionej książce „Jedziemy na wycieczkę”. Mam wrażenie, że kreatywność autorów jest naprawdę nieograniczona Oddają życie w zatłoczonym kawałku miasta z niesamowitą dokładnością, zachowując naprawdę mnóstwo – często zaskakujących – detali. Bardzo podoba mi się też fakt, że książka zachowuje realizm pokazując sytuacje, które naprawdę mogą mieć miejsce w mieście. A wszystko w konwencji poczucia humoru i zabawnych sytuacji. Co mnie zadziwia – niesamowicie dokładnie oddane są również emocje bohaterów – zdziwienie kierowcy auta, któremu przed maskę wpadła kopnięta przez dziecko piłka, obawa na twarzy włascicielki zamykanego autokomisu, skupienie na twarzy policjantki wypisującej mandat za nieprawidłowe parkowanie, radość mamy – najpierw będącej w ciąży – a na ostaniej stronie trzymającej bobasa. Przykladów można by mnożyć wiele, musicie sami przekonać się jak atrakcyjna i wciągająca to jest książka

W tej serii ukazały się jeszcze 4 książki: wspomniana „Jedziemy na wycieczkę”oraz „Statki, łodzie, motorówki”, „Nie ma jak w domu” i „Nasze miasteczko”. Z przyjemnością się w nie zaopatrzymy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie opublikowany. Uzupełnij pola (wymagane):

Podaj proszę poprawną wartość dla zapytania poniżej. * Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.

Powiązane artykuły

Skontaktuj się z nami

kontakt @ raczkujemy.pl

kom. 510 796 217

kom. 730 005 263

Polecamy

Polecamy

olej arganowy

zabawki manipulacyjne

Polecamy

zabawki warszawa

USG piersi Warszawa

Back to Top